Nie widzę i… NIEdobrze mi z tym

Ostatnio panuje moda na bagatelizowanie, zamykanie, "dawanie sobie rady". "Jestem niewidomy, ale tego nie widzę", "Nie widzę powodu, by się przejmować", "Ja sobie daję doskonale radę", "Dobrze mi z tym". Naprawdę? Już od kilku tygodni denerwuje mnie w niewidomych podział na "czarnych" i "białych". "Biali" to tacy, którzy są zrehabilitowani w stopniu niemalże idealnym – jeżdżą na rajdy, pływają po morzu, jeżdżą na tandemach, pracują na otwartym rynku pracy, a poruszanie się po mieście (nawet nieznanym) to dla nich po prostu bagatelka, bułeczka z masłem. I jest też grupa "czarnych" – ludzi, którzy "nic, tylko siedzą na tych zasiłkach i rentach, państwu odbierają pieniądze, nigdzie nie wychodzą, nie mają znajomych, siedzą u mamusi na garnuszku, o nowoczesnych technologiach niewiele słyszeli) itp. I to wbrew pozorom biali najbardziej atakują czarnych. Czy tak nie jest? Odcinamy się (mówię też o sobie, bo nie chcę uchodzić za kogoś lepszego) od tych, którym w życiu ułożyło się nieco gorzej, których warunki psychiczne i fizyczne nie pozwalają na nic innego ponad to, co robią. A poza tym – generalizujemy. Tak jakbym nie mogła być po prostu… zwyczajna! Nowoczesne technologie mieć opanowane dobrze, ale orientację – źle! Dobrze chodzić z laską, ale nie umieć jeździć komunikacją! Ja chcę być zwyczajna, po środku – ani z "prawej", ani z "lewej". Czy ja wymagam naprawdę tak dużo?
Ale w sumie nie o tym chciałam pisać. Mam teraz jeszcze silniejsze od poprzedniego wrażenie, że niewidomi mocno odcinają się tak naprawdę od swojej niepełnosprawności. Wiecie, porównam to do wielkiego morza, które musimy przepłynąć: Wielu niewidomych mocno zaciska powieki i myśli: "To nie jest woda. To naprawdę nie jest woda! To tylko milutka, pachnąca trawą łączka, po której muszę przejść!". Nie potrafimy nazwać po imieniu, że czeka nas to cholerne morze, przez które musimy przepłynąć. Nie potrafimy go zaakceptować takim, jakie jest. Nasze rany chowamy pod grubą, mocną warstwą pudru i fluidu na twarzy tak, by z wierzchu wyglądało wszystko idealnie. A przecież tak nie jest! Z pod pudru tylko czasem wyłania się paskudna rana, a nadmiar kosmetyku tylko pogarsza sprawę, bo zatyka pory skóry, która nie może oddychać. Nie uwierzę, że ludzie, którzy z uporem maniaka twierdzą, że "to nic, że nie widzą", naprawdę tak myślą! W moim życiu są momenty, gdy myślę podobnie, ale są też takie, w których zaciskam zęby i mówię do Ojca: "Coś Ty zrobił, dlaczego ja właśnie nie widzę, jaki miałeś w tym plan?"? Dlaczego pokazujemy ludziom cukierkowy obraz dzielnego, bohaterskiego blinda, który idzie przez życie, negując, że "coś jest nie tak"? Uważam, że największą sztuką jest zaakceptować, że nie czeka nas cukierkowa łąka, ale wzburzone morze, a my musimy je jakoś przepłynąć! Jestem niewidoma i niezawsze jest mi z tym dobrze, ale akceptuję swój stan, chcę z niego wyciągnąć tyle, ile się da i po prostu z tym żyć! Być zwyczajna!

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: #TaŚlepa

Autor: Julita Bartosiak

Mam na imię Julita, ciemne, kręcone włosy, ciemne oczy i zadarty nos. I gdyby trzeba było napisać banalny, ale zgodny z prawdą opis, to by wystarczyło. A że na prawdziwą charakterystykę postaci miejsca tu nie ma, powiem tylko, że interesuję się literaturą, muzyką, jęz. obcymi, językoznawstwem, gotowaniem, zdrowym stylem życia i włossingiem. :) Acha, i praktykuję od pewnego czasu Radość Doskonałą.

48 komentarzy

  1. Postęp technologiczny i uświadamianie ludzi mogą zdziałać cuda. Szkoda tylko, że do chyba większości nie chce dotrzeć, że my jesteśmy normalnymi ludźmi, nie biednymi niepełnosprawnymi, nad którymi w najlepszym wypadku trzeba się litować, w najgorszym traktować jak nieszkodliwych lekko upośledzonych umysłowo. W każdym razie, najważniejsze że jest ta garstka ludzi, których nie trzeba w niczym uświadamiać, lub to co do nich mówimy dociera do nich i nie stoją twardo przy swoim. Jeszcze będzie tak, że faktycznie będziemy tymi kierowcami.

  2. Właśnie.
    Więc teraz my mamy jakieś wyobrażenia, że czegoś nie zrobimy, ale tylko dlatego, że to są nasze wyobrażenia, a nie – fakty. Nie możemy przewidzieć, na jaki pomysł ktoś może nagle wpaść i zmienić ten stan rzeczy.
    Kiedyś niewidomi w ogóle nie biegali, a teraz biegają; kiedyś nie jeździli w rajdach, teraz jeżdżą (oczywiście nie tak, jak widzący, ale kiedyś nie jeździli w ogóle).
    Rozumiesz, o co mi chodzi?

  3. Ale teraz te zawody są z niewidomymi wręcz kojarzone. Jak niewidomy, to masażysta. A kiedyś tak nie myślano; kiedyś niewidomi skręcali szczotki w domowym zaciszu.

  4. Widzisz, tylko ile masażystów niewidomych pracuje w swoim zawodzie? Jeśli komuś się udało to świetnie i trzeba się cieszyć razem z nim.

  5. @Misiek Teoretycznie masz rację. Teoretycznie, bo kiedyś nikt by w życiu nie pomyślał, że niewidomy może być masażystą. Potem – informatykiem. Potem – tłumaczem.

  6. Pytanie tylko, czy to o czym marzymy jest, że tak powiem w naszym zasięgu, bo jeśli ktoś w naszej sytuacji marzy o tym, by zostać zawodowym kierowcą, to tak jakby nasza niepełnosprawność nam nie pozwala. Z drugiej strony, gdy praca twoich marzeń może być w twym zasięgu, no to co tu dużo mówić? Żyjemy w kraju, gdzie nie jeden pełnosprawny niema pracy swoich marzeń, a co tu dopiero mówić o nas. W Polsce trzeba być cwaniakiem i pchać się rękami i nogami, by na prawdę osiągnąć to co się chce, nawet po trupach do celu niestety. W przeciwnym razie, albo trzeba wyjechać za granicę i tam sobie wypracować początki za przysłowiową miskę ryżu z gwarancją, że po latach jednak dojdziesz do tego czego chcesz, albo w Polsce skromnie żyć niekoniecznie wykonując pracę naszych marzeń.

  7. Wszystkiego? To dlaczego nie mamy pracy, o jakiej marzymy?
    To jest pytanie z cyklu podchwytliwych, a nie wyrzut. 🙂

  8. ja mam tak, że jak sobie uświadomie co czeka mnie na tym morzu, a nie widzę tam nic fajnego miłego ani dobrego, i wszystko widze jako trudne, to mi się odechciewa walczyć.
    więc tak, ja należę do tych, co im się nie chcę, bo trudne rzeczy i doświatczenia ich poprostu zrażaja.
    no i pomimo tego, że jestem z grupi niedość że czarnych, to jeszcze z grupi nie chce mi się, bo nie mam siłę na walkę z życiem i sobą, to mimo to gorsza się nie czuję.
    w senśie nie zarzucam sobie, że mam 39 lat i nie umiem tego czy tego.
    wydocznie to jeszcze nie ten czas.
    więc chętnie poczekam.

  9. Bardzo mi się spodobało Twoje podsumowanie.
    Niestety, samochodu nie poprowadzę, jeszcze innych paru rzeczy też nie zrobię.
    Też spotkałam się z opinią, że z nas się robi herosów, albo skończonych debili.

    Ludzie opierają swoje sądy na stereotypach, cudowny słuch, genialna pamięć itd.
    Ten kto mnie zna wie, że bywam np. niezdecydowana i wynika to z charakteru,a nie z dysfunkcji.
    Święte słowa, Julitko należy jakoś (na ile to możliwe) znaleźć się w tej przestrzeni jaką jest życie, Co więcej nie sądzisz, że Ci, którzy dołują innych ludzi, chcą sobie podnieść samoocenę, bo człowiek pogodzony z losem, spełniony zawodowo i w życiu osobistym nie musi nikomu niczego udowadniać.
    Nie mówię tylko o niewidzeniu, patrzę na to szerzej.

  10. całkowicie się zgadzam z perspektywy wózka inwalidzkiego wygląda to taksamo nam też pokazuje się herosów którzy właśnie telepią się na szczyty i wogóle są tacy super tacy the best a ja sobie myślę dźubiąc w klawiaturę co z wami będzie gdy wasi przyjaciele,opiekunowie,rodzice zmęczą się i wypalą?wtedy zamiast skalnych ścian pozostaną wam ściany waszych domów

  11. Zgadzam się z tobą, Julitko. Najważniejsze, najbardziej również przeze mnie pożądanym stanem jest być zwyczajną. Mam świadomość, że są niewidomi, którzy są autentycznie źle zrehabilitowani, bo nie mieli takiej okazji, żeby się zrehabilitować, bo mieli złych rehabilitantów, bo jeszcze cos tam innego. Są ludzie, któzy mają po prostu taki temperament, że wszystko robią wolno, nie umieją się za bardzo odnaleźć we wpsółczesnym świecie, wycofują się, bo tacy są, a nie bo są niewidomi. Na co dzień nie mam problemu z tym, że nie widzę. Nie pieję z radości, że mi z tym tak dobrze i generalnie to nic się nie stało. Stało się. Mogłabym czytać książki z każdej miejskiej biblioteki, mogłabym podziwiać ferię barw naszego świata, mogłabym kierować samochodem, mogłabym malować, rysować, lakierować paznokcie, a nie mogę robić żadnej z tych rzeczy. Złości mnie to oczywiście i czasami to aż chce się wyć, ale na co dzień trochę zaciskam wewnętrzne zęby, bo żyć trzeba i trzeba sobie radzić najlepiej, jak się może, umie i chce. Dla każdego to jest inna granica. Nie mówię wyższa – niższa, większa – mniejsza. Po prostu inna.

  12. To zależy, o czym mówisz. Dziwi mnie to, bo tego rodzaju komentarze częściej słyszy sie w środowisku niewidomych i ludzi z nimi związanych niż widzących.

  13. Ja bym chciał jeszcze poruszyć problem relacji z widzącymi. Chodzę do szkoły masowej gdzie przede mną chodziły dwie niewidome dziewczyny, które, trzeba to wprost powiedzieć były niesamodzielne i przyzwyczajone, że wszystko za nie robiono. Kiedy tu przychodziłem musiałem wszystkich przekonywać, że większość podstawowych rzeczy mogę zrobić sam i niepotrzebuję nieustannej pomocy. Jednak po kilku miesiącach kiedy wyjechaliśmy na wycieczkę klasową i naprawdę w pewnych sytuacjach potrzebowałem pomocy usłyszałem, że jestem nahalny i nie samodzielny i to jaśnie państwu przeszkadza. Nie wiem, może to ja żyję w jakiejś nienormalnej, zgniłej społeczności, ale czy kogoś spotkała kiedyś podobna sytuacja

  14. No córz. Właściwie już wszystko w temacie zostało chyba powiedziane. Co do podziału na lepiej i gorzej dostosowanych niewidomych, taki podział jest i zawsze będzie. Zawsze będą tacy, którzy będą świetnie orientować się w terenie, świetnie się uczyć, mieć rozbudowaną siatkę znajomych i tak dalej. Z drugiej strony będą tacy, którzy z jakichś powodów, czy to słabej motywacji, czy to innych barier, są zdani na pomoc osób trzecich. No i tak, jak już zostało powiedziane, jest jeszcze mnustwo osób pośrodku, radzących sobie dobrze w jednych obszarach, a gorzej w innych. Sam zaliczyłbym się do tej trzeciej grupy. Mam całkiem liczne grono znajomych, na studiach odnoszę raczej sukcesy, ae czynności samoobsługowe cały czas szlifuję.
    Co do tego, że niektórzy wypierają całkowicie niepełnosprawność ze swojego pola świadomości, też nie uwa żam, by było to dobre. Sam należę do osób, które raczej starają się pokonywać przeszkody, a nie je piętrzyć, ale wychodzę też z założenia, że dysfunkcję trzeba zaakceptować i zdawać sobie sprawę z wynikających z niej ograniczeń. Tak jest lepiej i bezpieczniej.
    Lepiej, bo dzięki temu unikniemy pewnych życiowych rozczarowań. Bezpieczniej, bo unikniemy wielu zagrożeń wynikających z technicznego aspektu braku wzroku.
    Oczywiście akceptacja swojej niepełnosprawności nie oznacza, że nigdy nie będziemy mieć gorzkich refleksji. Sam mam czasem przemyślenia pod tytułem, co przychodziłoby mi łatwiej, gdybym widział. No ale to już inny problem

  15. jest ogromna różnica pomiędzy tym, że się nie poruszasz samodzielnie, bo wynika to z lęku przed otoczeniem, przestrzenią, a między osobami, którym się nie chce, bo jak coś, to ktoś zawsze ich zaprowadzi.

  16. nie, ja dążę do zdroworozsądkowego myślenia. Nie można podchodzić do sprawy, że a bo może on jest słabszy w orientacji, bo takim podejściem można skrzywdzić wiele osób. Tak jak już napisałem, trzeba żyć w ten sposób, żeby nic nie można było sobie zarzucić. Jeżeli masz lęk przed poruszaniem się i czujesz, że bardzo trudno ci z tym walczyć, nic w tym złego. Jeżeli masz beznadziejną orientację przestrzenną, ale widać, że dążysz do jej poprawy, nawet jak nie wychodzi, trudno. Ale przynajmniej starasz się, próbujesz. Jeżeli nie umiesz składać ubrań, nawet w wieku 30 lat, trudno, zapytaj się kogoś. Chodzi mi o nie tyle o możliwości, co o próby. Nie wierzę, że osoba nawet ze słabą orientacją przestrzenną nie nauczy się jakiejś jednej, dwuch najbardziej potrzebnych tras, jak bardzo będzie tego chciała. Ja sam jestem mega zakręcony i nie zawsze poruszam się idealnie i wcale nie chodzi o to, żeby generalizować. Oczywiście każdemu nauka danej rzeczy zajmuje więcej albo mniej czasu, jeden po miesiącu będzie się wszędzie poruszał, inny po 12 latach ledwo wyjdzie za próg domu i to trzeba oczywiście wziąć pod uwagę, ale jak już pisałem, najważniejsze to podejmować walkę o siebie.
    Ja wiem, że tak to ładnie piszę i brzmi to tak, jak bym ja zawsze walczył o wszystko, a wcale nie, bo mógłbym bardziej starać się np. na studiach, a czasem się już poddaje i to też jest naturalne. Ale, julitko dążę do tego, że czasem lepiej jest wymagać za dużo, niż za mało, ale tutaj też trzeba zachować zdrowy rozsądek, bo zbyt duże oczekiwania czasami powodują też wielkie szkody.

  17. I to jest właśnie to, o czym tutaj m.in pisałam – słodka, najłatwiejsza z tych trzech opcji, generalizacja! Nie umiem chodzić po mieście. Dlaczego? Czyżbym była leniwa? Ach, więc nic mi się nie chce? Jestem piątym kołem u wozu naszego środowiska? Zakałą? Hm, a może jednak…

  18. nie, to lepiej powiedzieć, że nie jest leniem, tylko że ma mniejsze możliwości bo tak jest łatwiej.

  19. Proszę mi tutaj nie poruwnywać ludzi, którzy czegoś nie potrafią zrobić i takich, co napadają na ulicy, bo to są, kurde, dwie odrębne rzeczy.

  20. I tu wchodzimy na grząskie tematy, a mianowicie – miłości własnej i dążenia społeczeństwa do „ja”, a nie „ty”. I w ten sposób odpowiedź na to pytanie zakończę. Albo jeszcze lepiej, na wszystkie Twoje pytania odpowiem „Tak” i na tym zakończę. Inna sprawa, że takiego wzoru rzeczywiście nie należy brać do naśladowania.

  21. julitka, jak podchodził bym do każdego człowieka w sposób jaki proponujesz, tzn. „Zastanawiałeś się czemu nie mogą” to by mi życia niestarczyło. Z resztą, jak odróżnić kogoś, komu się zwyczajnie nie chce od kogoś, kto nie może? Teoretycznie, idąc głębiej takim tokiem myślenia ci leniwi i ci, którym się nie chce to też są bardzo biedni bo może ich psychologia nie pozwala im i takie tam. Jak mnie człowiek napadnie, to może jego psychika została tak wypaczona, że… I takie przykłady można mnożyć w nieskończoność. Są sytuacje skrajne i wyjątkowe, ale generalnie należy dążyć do najwyższego poziomu jaki dla danej jednostki jest możliwy. Nie jestem też za tym, żeby wziąć sobie taki wzór do naśladowania i do niego dążyć, bardziej powinno się dążyć do tego, żebym to ja czuł/czuła się z tym dobrze.

  22. Julitka ja w każdym razie nie zamierzam się przed nikim z tego tłumaczyć, że czegoś nie umiem i ty też nie musisz i nikt nie musi. No i to zdziwienie, nie umiesz? Przeciesz to takie proste? Może dla kogoś proste ale dla nas nie musi być proste.

  23. Tak samo moja babcia w telewizorku zobaczyła jak to ktoś już nazwał, super blinda i do mnie z takim tekstem, że tacy jak ty to już to robią, tamto robią a ty nic nie umiesz. No faktycznie jejku jejku, nic nie umiem! Bla bla bla bla. Żygać mi się chce od tego! Sorki musiałem to z siebie w końcu wyrzucić.

  24. A poza tym, nie zauważyłam, żeby ktoś się wstydził zabierać głos, bo się nie umie podpisać. Mało tego, zabierali głos nawet tacy, których ja znam, i wiem, ile umieją, a ile by mogli. Mówili niektórzy o swoich lękach? Mówili. I czy ktoś ich zabił? No nie. Z tym, że niestety w małej grupie w końcu się zrobią skrajności. Skrajność nr. 1. ktoś mówi, że czegoś nie umie, a inni mówią, że to bardzo źle. Skrajność 2. ktoś mówi, że coś umie i wg. niego jest niezbędne, a wszyscy na niego krzyczą, żę przez to krytykuje pół społczeństwa. Nie mówię, że ty weszłaś w którąś, mówię, że obie są złe.

  25. No tak samo powinno się niektórym chcieć, a jednak się nie chce. Świat jest niesprawiedliwy, mnie to też wnerwia.

  26. Jeśli sobie nie radzą nie z własnej winy, to nikt normalny ich nie będzie krytykował. TYlko, że Julitka, problem w tym, że tych, co nie chcą niestety jest bardzo dużo. Nie nie mogą, tylko nie chcą. Poza tym takich po środku jest bardzo dużo, tylko mało się o nich mówi.
    Chore jest, jeśli musisz się tłumaczyć z lęku. Nie jest chore, jeśli ktoś w wieku lat 32 na przykład nie ogarniają większości rzeczywistości i uważają, że nie muszą. I nikt nie będzie porównywał ciebie i twojego np. poruszania, z tkaim kimś, komu po prostu nie chce się ruszyć. A przynajmniej nie powinno się zrównywać.

  27. A zastanawiałeś się, dlaczego sobie nie radzą? Może mają tak głęboki problem psychologiczny, że nie potrafią przełamać bariery? Bo i wśród nich można zrobić podział na takich co „nie chcą” i takich co „nie mogą”. Ja czasem wciąż należę do takich co „nie mogą” – lęk jest za duży i muszę przed innymi niewidomymi się tłumaczyć, dlaczego nie jestem jeszcze samodzielna. Tak, przed niewidomymi! Czy to nie chore?

  28. Ja tam sam robie podział. Ale nie tyle na tych co coś umieją albo nie, ale bardziej na tych, co chcą się czegoś nauczyć i na tych, co żyją w stagnacji pomimo właśnie, że sobie nie radzą z podstawowymi rzeczami czasem. Nie każdy musi sobie radzić super ze wszystkim i to jest oczywiste, takie dawidy nie zdażają się często, raz na 1000000 osób, 🙂 ale powinniśmy dążyć do najwyższego poziomu, jaki jest dla nas możliwy. I nie, nie powiedzieć sobie że ja to już max co mogę osiągnąć, tylko stawać się lepszy. To naprawdę oznacza pokonywać niepełnosprawność. Ja czasem potrafię się zamotać, pobłądzić, ale wliczam to w cechę swojego charakteru 🙂

  29. Ale niestety taki podział istnieje. Rozmawiamy o podpisywaniu się, robieniu zakupów, poruszaniu się samemu i robimy takie podziały. Tacy, którzy „czegoś nie umieją” wstydzą się tu zabierać głos na forum, a na Fb to już totalnie, jedynie z obawy przed pogardą, nawet nie wyrażoną w słowach, ale przed „złymi” myślami.

  30. Julitko, rozgraniczyłabym tutaj dwie rzeczy: zaakceptowanie tego, że się nie widzi to jedno, a udawanie, że radzimy sobie ze wszystkim bez żadnych przeszkód to drugie. Bardzo trafiło mi do serca Twoje stwierdzenie o tym, że trzeba wyciągać z życia tyle, ile się da. Sama właśnie tak staram się robić, mimo że nie zawsze jest to proste. Osobiście już prawie nie pytam Ojca dlaczego, częściej proszę, by dał mi siłę do pokonywania trudności. Co do dzielenia niewidomych na lepszych i gorszych, staram się tego unikać.

  31. Julitka, całkowicie się zgadzam. A najgorsze jest to, że o takich turboślepotkach się bardzo durzo mówi, ale już nie łączy się aktualnej sytuacji takiej osoby z tym, co musiała kiedyś zrobić, co musieli kiedyś zrobić jej rodzice aby doszła tam gdzie jest. I tak np pokazuje się ludzi, jak to super sobie radzą z poruszaniem się, a tak na prawdę taki ktoś nagrywany jest na znanym sobie terenie. Nieświadomi tego widzowie zaczynają więc wyciągać wnioski i ogółowi jest potem trudniej.

  32. Mi dobrze z tym i jak ja to mówię walnięcie się wliczam w koszta. xd Poruszam się całkiem nieźle, ale jak mam gdzieś jechać sam dalej to w środku nie jestem taki pewien czy będzie OK. Ale z tym morze dobrze. Lależy się uczyć pływać, a jak czasem większa fala zaleje to i ją trza pokonać.

  33. Ja nie wiem, co mogłabym napisać, Julitko, poza tym, że w głębi, a właściwie w pełni popieram to, co napisałaś.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *